- I na kogo wypadnie ten mówi. - powiedziała. Butelka wskazała Nialla. On otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale dziewczyna zakręciła kolejny raz.
- Hej! Wypadło na mnie. - oburzył się.
- Sorry mój błąd. - odparła wzruszając ramionami. - I żeby go naprawić muszę zakręcić kolejny raz. - uśmiechnęła się słodko, a Horan zaczął na nią przeklinać w myślach. - Bradley! - wskazała na niego palcem. - Zaczynasz.
- Czemu ja? - zmarszczył brwi.
- Bo masz ładne oczy. - odpowiedziała.
- Wiedziałem, że ci się podobają. - powiedział puszczając do niej oczko.
- Musisz flirtować z każdą osobą? - zapytał Zayn. - Wkurza mnie to. Ty mnie wkurzasz.
- Jesteś zły bo zaliczasz mniej ode mnie? - domyślił się brunet.
- W sumie tak. - odpowiedział.
- Więc... - zaczął Bradley. - Zostałem wyrzucony z mojego mieszkania! To czysta dyskryminacja seksoholików! Właściciel dowiedział się, że chodzę na grupę terapeutyczną i wypowiedział mi mieszkanie.
- Naprawdę? - zdziwiła się Ellie. - To był jedyny powód?
- No i przespałem się z jego żoną. - dodał. - Mimo wszystko to była jej wina!
- Dlaczego? - spytał Harry.
- Bo mu o tym powiedziała! - krzyknął Bradley jakby to było oczywiste.
-Suka- mruknął Styles.
- Dziękuje. - odparł chłopak. - Widzę, że myślimy podobnie.
- Więc potrzebujesz mieszkania? - domyśliła się Ellie.
- Tak jakby.
- Ktoś ma wolne miejsce? - zapytała grupy.
- Ja. - Jack podniósł rękę.
- Wspaniale! Zamieszkasz u Jacka.
- W piwnicy. Są tam szczury i jest ciemno, ale mam nadzieje, że jesteś odważniejszy niż ja. - powiedział chłopak.
- Dzięki, spasuje.
- Ktoś inny? - El spojrzała na pozostałych. Nikt się nie odzywał, aż w końcu przemówił Louis.
- Ja mam wolny pokój.
- Czy są tam szczury? - zapytał Bradley.
- Nie. - odparł.
- Biorę. - uśmiechnął się.
- Wspaniale! W takim razie mamy nowych współlokatorów. - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Nie zdziwię się jak po tygodniu zostaną dwójką pedzi. - mruknął Niall.
- Ty tleniona.... - zaczął Lou, ale przerwał mu Horan.
- Tak wiemy Louis, ty tleniona szmato zamknij ryj bla bla bla. - powiedział znudzonym tonem. Tomlinson pokazał mu środkowy palec i założył ręce na klatkę piersiową. Był zły. Tymczasem El ponownie zakręciła butelką. Wskazała na Jacka.
- To będzie nudne. Idę zrobić sobie kanapkę. - powiedział Niall wstając z siedzenia.
- Siadaj! - El wskazała ręką na jego miejsce, a on przewrócił oczami i usiadł.
- Okej, więc pobrałem aplikację, która pozwala wykryć depresję. - powiedział chlopak.
- I co ci wyszło? - spytała terapeutka.
- Że jest debilem. - odezwał się Niall.
- Depresja nie jest czasem w morzu? - zaczął się zastanawiać Zayn.
- Depresja to choroba. - wyjaśniła mu Ellie.
- Raczej wymysł debila. - powiedzial Horan.
- Dobra, idź zrobić sobie tą kanapkę. - pozwoliła mu dziewczyna, a chłopak uradowany wstal i poszedł.
- Wskaźnik wyszedł poza normę. - powiedział Jack.
- Dziwisz się? - powiedział zayn. - Jesteś najbardziej zdepresowną istotą ziemską. Nawet depresja jest mniej depresyjna od ciebie. - stwierdził.
- Pomogę ci pokonać depresję. - zaoferował się Harry.
- Naprawdę? - Jack nie mógł w to uwierzyć. Był mu bardzo wdzięczny za chęć pomocy, to wiele dla niego znaczyło. Harry machnął nie dbale ręką.
- Żaden problem. Pójdziemy do klubu.
- Nie jestem dobry w podrywie. - rzekł Jack.
- Ja też. - powiedział do niego, a reszcie grupy pokazał na migi, że kłamie, oni kiwnęli głowami wiedząc to.
- Dzięki za pomoc. Skorzystam. Lubię cię. - powiedział z czułością.
- Dzięki ja ciebie też. - odpowiedzial lekko skołowany.
- Zostaniesz moim przyjacielem?
- Eee, jasne. - odparł z uśmiechem.
- O boże! - krzyknął. - Mam przyjaciela! Nareszcie!
- Co nareszcie? - zapytał Niall wchodząc do salonu. - Nareszcie dostałeś orgazm?
Ellie popukała się w czoło, a reszta zaczęła cichotać.
*
Bradley wtaszczył swoje walizki do mieszkania Louisa. Ten zdziwiony uniósł brwi widząc to. Stał pośrodku salonu.
- Co masz w tych walizkach? Prezerwatywy? - zadrwił. Bradley posłał mu jednoznaczne spojrzenie, a Lou jęknął. - Boże.
- Nie martw się. Będziemy cicho. - odpowiedział uśmiechając się.
- Będziemy? - spytał.
- Ja i Candy. Będzie tu za 4 godziny. Poznałem ją na klatce schodowej. Miła dziewczyna. - powiedział.
- I wystarczyło ci 5 minut aby poszła z tobą do łóżka? - zapytał.
- Candy, candy mała zdzirowata candy. - zaczął nucić pod nosem idąc w stronę swojego pokoju, a Louis przewrócił oczami.
- Więc tak, masz zachować sterylną czystosć, taką jaka jest.
- Spoko, ge... geniuszu. - powiedział Bradley. - Coś jeszcze?
- Masz zachować ciszę. To zasada numer 2.
- A zasada numer 3?
- Nie złamać zasady numer 1 i 2. - odpowiedział Louis.
- Musisz zapisać je bo nie zapamiętam. - zakpił Bradley.
- Świetny pomysł! I powieszę na ścianie w salonie. - powiedział chłopak biegnąc do swojego pokoju.
- Boże w co ja się wplątałem. - mruknął chłopak.
*
Wieczorem Jack i Harry udali się do nocnego klubu. Jack jeszcze nigdy nie był w takich miejscach, chyba, że z Liamem, ale to się nie liczylo, bo była to grupa podrywu. Tutaj było ciemno, mroczno, ludzie palili, pili, śmiali się, a dziewczyny tańczyły na rurach. Harry usiadł na krzesełku barowym.
- Chcesz drinka?
- Nie dzięki. - odpowiedział Jack rozglądając się w okół.
- Chcesz. - powiedział z uśmiechem. - Poproszę dwa drinki. - rzekł do barmana. - Podoba ci się tutaj?
- Uszy mi o mało co nie pękły, ale jest okej. - odparł.
- Cool. - Harry zaczął kiwać głową w rytm muzyki. - Musisz się odstresować. Zrób coś szalonego.
- Nie robię szalonych rzeczy. - powiedział.
- Nigdy? - zdziwił się, a jack kiwnął głową. - Więc dzisiaj zaliczysz swój pierwszy raz! - krzyknął. Potem wyjął małą torebkę z białym proszkiem. - Chcesz?
- Niee.
- Miałeś zrobić coś szalonego! - krzyknął chłopak. - To jest szalone! No już. Upalmy się, potańczmy i bzyknijmy...
- Co? - jęknął.
- Kogoś. - dodał ze śmiechem. - Bierz. - rzucił w niego proszkiem, ktory gdzieniegdzie się rozsypał, Harry zaczął się śmiać. - Dosyp sobie do drinka.
- Ale...
Harry mu go wyrwał i sam mu dosypał, a potem podał Jackowi kieliszek. Ten z ociąganiem, ale go wypił.
*
Liam i Chloe poszli do baru się rozerwać. Dziewczyna od dawna miała zamiar go poderwać, ale nigdy nie miała odpowiedniej okazji. Pomyślała, że dzisiaj może być jej szczęśliwy dzień. Zamówili dwa drinki i usiedli na krzesełkach barowych. Nagle jakiś chłopak pomachal do dziewczyny. Ona nie chciała wyjść na wredną przed Liamem więc mu odmachała. Chłopak poczuł się pewniej i zaczął iść w jej kierunku.
- Widzę, że masz adoratora. - powiedział Payne.
- Hej. - powiedział chłopak.
- Heeej. - odpowiedziała.
- To twój chłopak? - spytał.
- Nie, przyjaciel. - odparła chloe. - A co?
- Wydajesz się być sympatyczna.
- Dzięki, mam to po mamie. - powiedziała dziewczyna uśmiechając się nerwowo. - Była dobrym człowiekiem. Zawsze miła dla ludzi i kochana. A twoja jaka była?
- Też super. - odpowiedział siadając na krzesełku barowym. - Ale może porozmawiamy o nas?
- Jasne. Więc jesteś sympatyczny? - zapytała.
- Jak widzisz. - odpowiedział. - I przystojny. - roześmial się.
- Nie zauważyłam. - mruknęła. - Przyszedłeś sam?
- Nie, z kolegami. - wskazał na nich. - Są tam. Machają do nas. - uśmiechnął się.
- Przystojni. - skomentowała. - Czy są sympatyczni? - zapytała.
- Taaak. - odparł zmieszany. - Robisz do specjalnie? Chcesz się mnie pozbyć?
- Nie, coś ty. Po prostu uważam, ze są mili. Tak jak moja mama, to źle? Może są równie dobrymi ludźmi jak ona.
- Okeej, idę stąd. - powiedział schodząc z krzesła. - Powodzenia stary. - rzekł do Liama. Gdy zostali sami Payne przysunął się do niej.
- Udawałaś, prawda? - spytał.
- Niee, gdzież by. - powiedziała wzruszając ramionami. - Musisz nauczyć mnie podrywać najwyraźniej.
- Na początek trzeba dać się poderwać. - odpowiedział.
*
W nocy Louis nie mogł spać bo słyszał skrzypienie łóżka i jęki. Rzucał się z jednej strony na drugą. Schował nawet głowę pod poduszką, nic! Był wściekły. Wstał z łóżka i postanowił iść do ich pokoju. Trochę się wstydził, ale nie miał innego wyjścia.Zapukał do drzwi pokoju Bradley'a, a gdy to nie dalo skutku zaczął w nie walić.
- Ciszej tam! - krzyknął. - Przez was seks nie mogę spać!
- Mocniej! o boże! Tak! - wrzeszczała dziewczyna.
- Cicho zdzirowata Candy! - krzyknął Louis.
- Heej!
- Nie oszukuj się, zdziro. - powiedział odchodząc od drzwi. Poszedł do swojego łóżka, ale dźwięki nadal nie ustawały, a on nie mógł zasnąć...
*
Następnego dnia Louis był cholernie nie wyspany. Miał podkrążone oczy i ziewał cały czas. Wszedl do kuchni w szlafroku. Bradley przygotowywał właśnie śniadanie.
- Gdzie Candy? - zapytał.
- Poszła już. - odpowiedział smażąc jajecznicę.
- Okej, więc mogę się drzeć. - powiedział Louis. - Co to miało kurwa być?! Całonocne bzykanie? serio? Skąd masz tyle siły? Wychowywały cię goryle?
- Nie, mama. Ale była strongmenką. - odpowiedział Bradley.
- Nie ważne kim kurwa była! Ważne jest to, że złamałeś 2 i 3 zasadę!
- 3? - zmarszczył brwi.
- Tak 3. - przytaknął. - Miałeś nie złamać 1 i 2 zasady, a łamiąc 2 złamałeś 3.
- Skomplikowane masz zasady. - stwierdził. - Ale dobra, masz rację. Przepraszam. Przesadziłem. Zgoda? - zrobił oczka szczeniaczka, a Lou się na to nabrał.
- Okej. - przewrócił oczami. - A teraz dawaj jajecznicę.
*
Następnego dnia, Jack obudził się z niewiarygodnym bólem głowy. Leżał w mieszkaniu, którego wcześniej nigdy nie widział na oczy. Bał się, że to dom jakiegoś pedofila, który w nocy go zgwałcił.
- Zawsze tak długo śpisz? - zapytał Harry wchodząc do salonu.
- Dzięki Bogu. - mruknął Jack widząc go. - Nie jesteś gwałcicielem.
- No nie. - odpowiedział ze śmiechem siadając na fotelu. - Nie źle wczoraj zaszalałeś.
- To znaczy? - spytał łapiąc się za głowę.
- Sam zobacz. - powiedział wyjmując telefon i pokazał Jackowi zdjęcia, które ktoś wstawił na instagrama.
- Co to jest?! - wrzasnął wstając z kanapy.
- Ty i jakaś goła laska. - odparł. - Swoją drogą miała na imię Denis, więc nie do końca była laską. - dodał. - O! A tutaj masz siebie z Douglasem. Nie mam pojęcia dlaczego zlizujesz z niego whiskey, ale ty także pewnie nie wiesz jak i on sam. A tutaj tańczysz na stole. Aha i mam pewne fotki z toalety jak wymiotujesz, ale pewnie nie chcesz ich zobaczyć.
- O mój boże. - jęknął Jack. - Jak do tego mogło dojść?
- Trawka połączona z wódką robi swoje. - powiedział Harry kiwając głową.
- Usuń te zdjęcia, proszę.
- Nie mogę. Nie ja je wstawiłem. - powiedział. - Dla mnie to normalka. Codziennie ktoś wstawia moje obciachowe zdjęcia. Raz nawet jeździłem na koniu... w barze. Nie mam pojęcia skąd się tam wziął, ale mniejsza z tym. Był ubaw.
W tym momencie zadzwonił telefon Jacka. Nie namyślając się długo odebrał.
- Halo? Mama? Co? Nie, nie ja wstawiłem te zdjęcia. Tak, tak wiem, że to karygodne zachowanie. Tak, tak wiem, że mnie nienawidzisz i cię zawiodłem. Tak, tak. Ale mamo! Byłem zjarany! Proszę, nie odcinaj mi kieszonkowego. To tylko 20 $ ale żyje za nie!
Nagle Harry wyrwał mu telefon i się rozłączył.
- Sorry, głowa mnie boli.
*
Louis leżał spokojnie w swoim łóżku. Miał nadzieje, że Bradley tym razem nie przyprowadzi nikogo na noc. Czytał książkę przy lampce i cieszył się spokojnym wieczorem. W tej chwili ktoś otworzył drzwi od jego sypialni. To był Bradley.
- Heeej. Jestem trochę pijany i przyprowadziłem Vanesse, albo Kennedy. Nie pamiętam już. W każdym razie postaramy się być cicho.
- Co? - krzyknął Louis gwaltownie wstając, ale Bradley już zamknął drzwi. Parę sekund później znowu zaczął słyszeć ich jęki. Załamany schował twarz w poduszce i wrzasnął w nią głośno.
*
- Louis, Bradley. Jak wam się mieszka? - zapytała Ellie, przerywając krępującą ciszę. Lou nawet nie patrzył na Bradley'a, który postukiwał palcami o blat stołu. Oboje wzruszyli ramionami. - Dobrze, rozumiem.
- Wyciekły moje nagie zdjęcia! - krzyknął Jack. Wszyscy spojrzeli w jego kierunku zaskoczeni.
- Bradley co noc się z kimś bzyka! A ja nie mogę spać! - wykrzyknął na to Louis.
- Louis ma jakieś popieprzone zasady! - wrzasnął na to Bradley.
- Chcę do domu! - krzyknął Niall.
- Wszyscy spokoj. - powiedziała Ellie stanowczym tonem. - Jack, powinieneś bardziej pilnować swojej prywatności. Skoro już wyciekły to może sprzedaj je za jakąś dobrą cenę, bo za 20$ od rodziców długo nie pożyjesz. Louis, doskonale wiedziałeś biorąc Bradley'a pod swój dach, że jest seksoholikiem. Tego się nie zmieni w jeden dzień. Bradley, każdy ma jakieś zasady. To, że ty ich nie masz bo jesteś super wyzwolony nie znaczy, że każdego to obowiązuje. Niall, pójdziesz do domu za 10 cholernych minut, więc zamknij dziób! Czy wszyscy zrozumieli? - El spojrzała na zgromadzonych, a oni kiwnęli głowami.
- Jak mamy rozwiązać nasz problem? - zapytał Bradley.
- Hm, no nie wiem, nie przyprowadzać dziwek z ulicy do mojego domu?! - odkrzyknął Louis.
- Hej, hej. Spokojnie. Musicie znaleźć coś co was do siebie zbliży. Połączy. Rozumiecie? - powiedziała Ellie.
- Aaa, już wiem! - Bradley klasnął w dłonie. - Mamy się ze sobą przespać, tak?
- Nie. - odpowiedziała gwałtownie terapeutka. - Chodziło mi o znalezienie wspólnego zainteresowania.
- Moim zainteresowaniem jest seks. - powiedział Bradley. - Wiec możemy obejrzeć razem porno.
- Grr, ohyda. - wzdrygnął się Louis.
- I jak ja mam z nim wytrzymać jak on nawet porno nie lubi? - Bradley wskazał na niego palcem.
- Louis, może się przemożesz, co? Sprawisz Bradley'wi przyjemność. - powiedziała Ellie.
- Przyjemność sprawia mi seks. - odpowiedział chłopak puszczając do niej oczko.
*
Zbliżała się 21:00. O tej Bradley zawsze wychodził z domu na imprezę. Louis tymczasem siedział na kanapie i oglądał serial "Gossip girl".
- Dobra, to ja wychodzę. - powiedział chłopak zapinając koszulę.
- Owocnych łowów. - odparł naburmuszony chłopak.
- Czy oni nie mogą w końcu być razem? - zapytał Bradley wskazując palcem na telewizor. - Od 2 sezonów próbują wyznać sobie miłość.
- Chuck i Blair? O mój boze! No wiem! - krzyknął Louis. - Twoja ulubiona scena Chair? - zapytał odwracając się do niego.
- To jak Chuck szukał dla niej partnera na bal. - powiedział bez zastanowienia. - O! I scena w limuzynie.
- No właśnie! - krzyknął podekscytowany. - A ta głupia Jenny musiała rozwalić ich zwiazek.
- Nigdy jej nie lubiłem. - mruknął, siadając obok niego na kanapie. - Nastoletnia narkomanka.
- Powinni ją gdzieś zamknąć. Nie wiem, w jakimś ośrodku dla umysłowo chorych.
- Właśnie. Zresztą i tak odeszła.
- Ale potem wróciła. - powiedział zdegustowanym tonem Lou. - Hej, nie miałeś iść na imprezę szukać następnej laski?
- Co się odwlecze to nie uciecze. - powiedział biorąc do ręki popcorn.
- Jak chcesz. Więc... - zaczął podekscytowany. - Co sądzisz o stroju Blair w odcinku 10 sezonu 3?
- Aż tak wielkim fanem nie jestem. - odpowiedział. - Ale mogłaby zmienić stylistę. Przynajmniej na ten czas.
*
- Ty jeszcze tutaj? - zapytał Harry widząc Jacka w swoim mieszkaniu.
- Mam mały remont.
- To znaczy?
- Sprzedałem swoje nagie zdjęcia porno stronce. Zgadnij ile za nie wzięli?
- 1000 dolarów?
- Blisko.
- 1500?
- Blisko.
- 2000? - zgadywał Harry.
- 100 dolarów! - krzyknął. - Kupiłem za to play station!
- Och, wow. Rzeczywiście blisko. - mruknął pod nosem idąc do drugiego pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz