- Alison. Co u ciebie? Tak rzadko odzywasz się na grupie. - zauważyła Ellie na kolejnej sesji terapeutycznej.
- Ciekawe dlaczego. - mruknęła patrząc na Nialla, który zabierał wszystkim czas i dlatego nie starczało go dla innych. - Cóż, właśnie zerwał ze mną chłopak, więc czuje się świetnie. - powiedziała
zakładając nogę na nogę.
- Serio? - zdziwił się Jack. - Ja bym się czuł fatalnie.
- A znasz takie pojęcie jak "sarkazm" czy nie bardzo? - odezwał się Louis.
- Aaa, więc to jest sarkazm. Wow. Ciekawe. - mruknął chłopak.
- I znowu to robicie! - powiedziała Alison podnosząc głos. - Zabieracie mi czas!
W tym momencie wbiegła przerażona Chloe.
- Ellie! Musimy jak najszybciej porozmawiać! - krzyknęła.
- Nie no, to jest śmieszne. - powiedziała Alison i wstała z fotela po czym wyszła obrażona z jej domu. Tymczasem El spojrzała zaniepokojona na swoją przyjaciółkę.
- Co się stało?
- To sprawa najwyższej wagi! Musisz zakończyć sesję i ze mną pogadać.
- Okeeej, wszyscy wychodzicie! - wskazała palcem na drzwi. - Moja przyjaciółka ma kłopoty.
Reszta przewróciła oczami i wstała z siedzeń, kierując się w stronę wyjścia. Nie byli zadowoleni, że ktoś im przeszkodził, tym bardziej, że każdy z nich lubił sesje coraz bardziej.
- Obyś miała dobry powód. - powiedział do Chloe Zayn zanim wyszedł. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, ale nic nie odpowiedziała na to. Gdy drzwi się zamknęły, jęknęła:
- Na 99 jestem i na 1 nie jestem.
- Słucham? - El zmarszczyła brwi. - Czy Harry sprzedał ci ostatnio coś podejrzanego? Dobrze się zastanów zanim odpowiesz.
- Nie, nic mi nie sprzedał. - westchnęła dziewczyna opadając na kanapę. - Ostatnio źle się czuje. Mam wahania nastroju, wymiotuje i boli mnie brzuch.
- Hm, wygląda mi to na zatrucie. Na pewno ci niczego nie sprzedał? - zdziwiła się Ellie.
- Na pewno. - przytaknęła Chloe. - Chodziło mi o to, że na 99 % jestem w ciąży i w 1 % nie jestem. - dodała. W tym samym momencie El zaczęła przeraźliwie piszczeć. Był to pisk ze szczęścia. Chloe spojrzała na nią marszcząc brwi. Dawno nie widziała przyjaciółki takiej szczęśliwej.
- Boże! Będę ciocią! To wspaniale! - krzyknęła. - Z kim? Kiedy? Gdzie? - zapytała siadając obok Chloe, która lekko się od niej odsunęła.
- To nie jest powód do śmiechu. - powiedziała poważnie. - To straszne. To zrujnuje całe moje życie. Rozumiesz?
- Nadal nie odpowiedziałaś z kim, kiedy i gdzie. - zauważyła jej przyjaciółka. - Swoją drogą nie wiedziałam, że masz chłopaka... zaraz, zaraz. - zmarszczyła brwi. - Ty nie miewasz chłopaków, więc była to... jedno nocna przygoda.
- Brawo, Sherlocku. - Chloe poklaskała w dłonie bez cienia wesołości. - Rozwiązałaś sprawę.
- Na twoim miejscu także byłabym przerażona. Samotna matka w XXI wieku ma ciężko.
- Sama wychowujesz dwie siostry. - przypomniała jej Chloe.
- I mam ciężko! O tym właśnie mówię. - odpowiedziała Ellie. - Ale kiedy to się stało?
- Parę dni temu. Byłam w barze poznałam chłopaka i tak jakoś wyszło.
- No tak. Cała Chloe. - westchnęła El. - Mam nadzieje, że chociaż był przystojny.
- Cóz... - Chloe pokręciła głową.
- Musiałaś być bardzo pijana w takim wypadku. - stwierdziła blondynka. - A inteligentny był?
- Więc cóż... - zaczęła się zastanawiać dziewczyna.
- Wow, byłaś zalana w trzy dupy. - powiedziała Ellie wstając z kanapy. - Ale poważnie, jak miał na imię? - spytała. - To nikt z mojej grupy, prawda? Wiesz, Jack nie jest ani przystojny ani inteligentny w dodatku ma depresję, a to podobno jest dziedziczne.
- To nie był Jack! Ale masz rację to ktoś z grupy. - odparła Chloe wzdychając. Wstydziła się tego i nie chciała o tym rozmawiać.
- Hm, Zayn? Chociaż nie, on jest przystojny. Więc Niall? O mój boże! To Niall, prawda? Boże, twoje dzieci będą aroganckie, bogate i zapatrzone w siebie. - jęknęła El.
- To byłby idealne dzieci dla mnie, ale nie. To nie Niall. - odpowiedziała i otworzyła usta, aby wyznać przyjaciółce prawdę, ale El ją ubiegła.
- Nie mów, że to Bradley? Twoje dzieci będą seksocholikami, chociaż on jest przystojny, a Louis inteligentny no i jest gejem, choć o tym nie wie... - zaczęła mówić El, nie mogąc zatrzymać swojego potoku słów.
- To był Ethan, jasne?! - krzyknęła Chloe. - Był z grupy tyle, że nie twojej tylko Liama. Poszliśmy do baru i tak jakoś wyszło.
- Wow. - tylko tyle El zdołała wydukać. - To rzeczywiście problem. Cóż, masz 1 % szans na to, że nie jesteś w ciąży, więc módl się.
- O boże! Nie dobrze mi! - krzyknęła Chloe i pobiegła na górę do łazienki.
*
Alison nadal ubolewała nad swoim byłym chłopakiem. Postanowiła iść do baru i się upić. Nikt nie chciał jej wysłuchać na grupie, a naprawdę potrzebowała się wygadać. Zasiadła również po pijaku za kółkiem i jak na swoje nieszczęście została zatrzymana przez policjanta. Próbowała się wykręcać, że jest trzeźwa, ale alkomat pokazywał coś innego. Jako, że Alison miała swojego kuratora, to do niego została przekierowana owa sprawa.
- Mieszka pani z kimś? - zapytał jej kurator, Denis.
- Z kotem. - odpowiedziała.
- Więc proszę pakować kota i zatrzymać się u kogoś na parę tygodni jako areszt domowy. - odpowiedział mężczyzna.
- Słucham?
- Ma pani do wyboru 2 lata w więzieniu. - powiedzial uśmiechając się szeroko.
- Zaraz wykonam telefon. - uśmiechnęła się sztucznie i wstała z siedzenia, po czym wyjęła telefon z kieszeni. Zastanawiała się do kogo by tu zadzwonić, kto by ją przyjął na te parę tygodni? Wybór padł na Jacka.
- Halo? Jack? Musisz natychmiast przyjechać. - powiedziała. - Mam problem.
- Ja też. Pralka mi się zepsuła. - odparł.
- Naprawię ci ją jak tylko przyjedziesz. - zaoferowała pomoc.
- Będę za 10 minut. - po tych słowach chłopak rozłączył się. Alison spojrzała na swojego kuratora, ktory wyglądał na zniecierpliwionego, ale nic nie powiedział na ten temat.
- Mój przyjaciel zaraz tu będzie.
- Proszę się nie spieszyć mam całą wieczność.
- Naprawdę?
- Nie, idiotko. - odpowiedział przewracając oczami. - Wyglądam ci na wampira?
- Cóż... - Alison wzruszyła ramionami. - Mógłby pan nim być bez wątpienia...
- Ale nie jestem! Zresztą skończmy ten dziwny temat.
- Sam pan zaczął.
- Będę siedział tu jeszcze przez 6 godzin, myślisz, że jak dużo mam tu rozrywek?
- Po pana tonie podejrzewam, że nie wiele. - powiedziała Alison lekko się uśmiechając.
*
Bradley nie mógł uwierzyć, że jego współlokator nie jest chociaż w 50 % gejem. Obrał więc sobie za cel, iż udowodni, że Louis jest chociażby biseksualny. Więc, gdy chłopak pilniczkował paznokcie oglądając serial Bradley obserwował go bardzo uważnie.
- Czuje na sobie twój wzrok. - odezwał się Lou.
- Podobno osoby innej orientacji mają siódmy zmysł. - powiedział w zamyśleniu.
- Nie jestem gejem. - mruknął Louis nie przerywając wykonywanej czynności. Jego ton był dziwnie spokojny. Tak jakby przyzwyczaił się do tego, że wmawiano mu bycie kimś, kim absolutnie nie był.
- I nikt nie sugeruje, że tak jest, ale... podobno osoby innej orientacji są bardzo domyślne i rozumieją aluzje bardzo dobrze. - powiedział Bradley, uśmiechając się pod nosem. Lou rzucił mu mordercze spojrzenie.
- Nie. Jestem. Gejem. - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- W porządku. Skoro tak uważasz. - odparł wzruszając ramionami.
- Nie, właśnie nie jest w porządku. - Louis wstał z kanapy i rzucił pilniczek na podłogę. - Ty cały czas uważasz inaczej. Może jeszcze myślisz, że się w tobie bujam? - spytał, a kiedy Bradley posłał mu jednoznaczne spojrzenie, Lou krzyknął: - Ooo przestań!
- Nic nie robię. - chłopak uśmiechnął się. - Ale okej, możesz udowodnić, że nie jesteś gejem. - zaczął tajemniczo.
- W jaki sposób? - Lou złożył ręce na klatkę piersiową.
- Wytatuujesz sobie to na czole. - powiedział Bradley.
- Że co? - jęknął Tommo.
- Zrobisz sobie taki piękny tatuaż na czole "nie jestem gejem". - Bradley zakrył dłonią twarz, aby Lou nie widział, że się śmieje. Louis w pierwszym momencie uznał ten pomysł za idiotyczne, ale po głębszym zastanowieniu stwierdził, że może wtedy wszyscy daliby mu spokój? W końcu był zdesperowany! Musiał udowodnić wszystkim, że się mylą, a on jest w stu procentach hetero.
- Duży ma być ten tatuaż? - zapytał nie pewnie. Wtedy Bradley otworzył szeroko oczy i krzyknął:
- Żartowałem, okej? Nie chcę, żebyś robił sobie tatuaż. - powiedział, a zaraz potem dodał: - Boże i na grupie jesteś uznawany za tego "mądrego". - mruknął.
- Jak widać każdy popełnia błędy. - rzucił od niechcenia Lou, a zaraz potem zdał sobie sprawę, co to oznacza. - Doskonale zdaje sobie sprawę jaką masz teraz minę. - powiedział nawet nie patrząc na Bradley'a, który uśmiechał się szeroko.
- Anyway. - machnął ręką brunet. - Ja jestem bi i otwarcie się do tego przyznaję, więc dlaczego ty nie możesz zrobić tego samego?
- Jezu, już wolałbym wytatuować sobie ten tatuaż. - jęknął Louis. - Mów co mam zrobić, aby ci to udowodnić?
- Pójdziesz ze mną do gay baru. - wypalił Bradley.
- Okej.
- Serio? - zdziwił się chłopak. - Myślałem, ze odmówisz, albo zaczniesz krzyczeć na mnie, a ty tak po prostu się zgadzasz? Wow, Lou. To pierwszy krok w stronę innego świata.
- Zamknij się. - mruknął Louis odchodząc od niego.
*
Tymczasem Jack dotarł na miejsce. Alison siedziała na przeciwko kuratora i sprawdzała wyprzedaże na telefonie. Mężczyzna, Denis nudził się.
- No nareszcie pan jest! - wykrzyknął widząc Jacka.
- Sorki. - odpowiedział chłopak siadając na krzesełku. - Więc co przeskrobała idealna Alison?
- Idealna? - zdziwił się męzczyzna.
- Taki żarcik. - Jack machnął ręką, a Denis się roześmiał. Alison zmrużyła groźnie oczy.
- W każdym razie, jechała po pijaku. Ma areszt domowy na kilka miesięcy. Ktoś musi jej pilnować, a zadzwoniła do pana, także...
- Podejmę się tego. - powiedział unosząc dumnie głowę.
- Znakomicie! - ucieszył się Denis.
- Mam nadzieje, że nie będę musiała spać ze szczurami. - mruknęła Alison.
- To się jeszcze okaże. - odpowiedział Jack, a zaraz potem się roześmiał.
- Kocham tego gościa. - powiedział Denis wskazując na Jacka, a Alison przewróciła oczami.
*
Chloe wróciła razem z Ellie do domu z testem ciążowym. Dziewczyna myślała, że oszaleje z nerwów. Chodziła zdenerwowana po mieszkaniu i nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić.To wszystko ją przerastało.
- Idź zrób test. - poradziła Ellie.
- A jak wyjdzie pozytywny? - spytała Chloe.
- Wtedy zostaniesz mamą. - odpowiedziała dziewczyna wzruszając ramionami. - Przekonasz się, co to znaczy wychowywać dwie smarkule. - mruknęła, myśląc o swoich siostrach.
- Cudownie. Zostanę mamą, zostanę mamą. A nie pomyślałaś kurwa, że nie chcę zostać mamą?- zapytała ostro patrząc na swoją przyjaciółkę.
- Przez myśl mi to nie przeszło. - odparła ironicznym tonem.
- Kto będzie wychowywał to dziecko? - jęknęła Chloe.
- Hm, pomyślmy... ty?
Jej przyjaciółka spojrzała na nią morderczym wzrokiem.
- Nie chcę być samotną matką, w ogóle nie chcę być matką! - krzyknęła.
- Zrób ten cholerny test i nie marudź. - powiedziała Ellie. Chloe zmarszczyła brwi.
- Zaraz, zaraz czy to powiedziałaś "cholerny"? Ty umiesz przeklinać? - spytała kpiącym tonem, a el przewróciła oczami.
- Idź na górę, no już! już! - mówiąc to klasnęła w dłonie. Chloe ciężko wzdychając wykonała rozkaz i poszła na górę. Musiała się przekonać czy jest w ciąży czy też nie. Prawda może okazać się być bolesna, aż nazbyt...
*
Bradley i Louis wybrali się do gay baru. Bradley musiał udowodnić, że Lou jest chociaż w małym stopniu gejem. Inaczej jego gay radar okaże się być zwodniczy, a tego nie chciał. Właśnie siedzieli przy barze, a Bradley zamawiał drinki, kiedy podszedł do nich jakiś chłopak.
- Hej, sorry że tak prosto z mostu, ale dałbyś mi swój numer? - zapytał nieznajomy. Bradley uśmiechnął się szeroko i odgarniając grzywkę powiedział:
- Jasne. Gdzie ci go zapisać? Na bicepsie? - mówiąc to puścił do niego oczko. Chłopak wyglądał na zdezorientowanego.
- Mówiłem właściwie do tamtego chłopaka... - wydukał.
- Och, sorry.
- Do mnie? - jęknął Louis. - Myślisz, że jestem jakimś gejem?
- No jestem w gay barze to chyba jasne...
- Otóż nie mój drogi. Mylisz się. Jestem 100 % hetero. A i by the way okropne spodnie. - powiedział Lou i odwrócił się do niego plecami. Chłopak otworzył oczy zaskoczony, ale nic nie powiedział więcej i odszedł od nich. Bradley spojrzał na Louisa zszokowany.
- Widziałeś jego mięśnie? W ogóle cię to nie rusza? Serio?
- Hetero chłopaków nie powinny ruszac mięśnie innych osobników płci męskiej. - odpowiedział unosząc dumnie głowę.
- Czy ty je na serio widziałeś? - Bradley dalej drążył ten temat.
- Nie jestem gejem. Widzisz? Udowodniłem ci to. Skończ ten temat. - powiedział przez zaciśnięte zęby. Jego kolega jednak pokręcił głową. Nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Jak się na coś uparł to się uparł.
- Zrobimy jeszcze jeden test.
- Jaki niby? - westchnął Lou, gdyż już miał tego serdecznie dość.
- Pójdziemy do działu z kobiecą bielizną.
- Że słucham? - spytał nie mogąc w to uwierzyć. - To ma mnie przekonać, że jestem gejem? Serio?
- Prawdziwy gej nawet nie spojrzy na kobiecy stanik. - powiedział dumnie. - A prawdziwy hetero będzie, cóż, prawdopodobnie podglądał kobiety w przymierzalni.
- Prawdziwy hetero czy prawdziwy zboczeniec? - zapytał Louis, patrzac na niego jak na idiotę.
- Jedno nie wyklucza drugiego. - stwierdził Bradley zeskakując ze stołka. - No już, chodź. - postanowił ciągnąć go za rękaw.
*
- O mój boże! - wrzasnęła Chloe wypadając z łazienki jak opętana.
- Zobaczyłaś pająka? - zgadywała Ellie.
- Wynik wyszedł negatywny! - powiedziała dziewczyna nie mogąc opanować radości.
- Wow, to świetnie, right?
- To zajebiście świetnie! - dalej krzyczała jej przyjaciółką. - Idę się upić w klubie! - powiedziała i wypadła z jej mieszkania jak proca. Ellie pokręciła głową. Chloe zawsze była szalona i wiedziała jak świętować, tego jednego nie mogła jej odmówić. Tymczasem przyszedł Liam, który widząc Chloe zmarszczył brwi.
- Co jej jest? - wskazał palcem za odchodzącą dziewczyną.
- Nie jest w ciąży. - odpowiedziała Ellie.
- Taa, na jej miejscu też bym się cieszył. - stwierdził. - W każdym razie, wyglądasz cudownie. - powiedział patrząc na El jakby była ósmym cudem świata.
- Dziękuje. Staram się trzymać formę. - odpowiedziała, choć wcale nie ćwiczyła. Wręcz unikała sportu.
- Naprawdę cudownie. I te oczy. Czy kiedykolwiek ci mówiłem, że masz wspaniałe oczy? Mogłabyś zostać modelką, poważnie.
- Dzięki? To miłe. - stwierdziła idąc w stronę kuchni. - Chcesz coś zjeść?
- No jasne. Robisz najlepsze jedzenie na całym świecie. Jesteś w tym po prostu mistrzynią olimpijską. Mógłbym jeść z tych twoich chudych rączek do upadłego. - powiedział pokazując to na swoich rękach. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Liam zachowywał się co najmniej dziwnie.
- Co ci jest? - zapytała przystając.
- Jak to co mi jest? Zachwycam się nad extra laską. To dziwne?
- Tak bo ja i extra laska nie idziemy w parze. - odpowiedziała dziewczyna. - Znowu czegoś chcesz tak? - złapała się pod boki. - Co tym razem? Kasa czy przysługa?
- Nic z tych rzeczy! - powiedział szybko chłopak. - Ja po prostu... no wiesz...
- Co?
- No tak jakby próbowałem... no wiesz... nie jestem w tym dobry, ale... próbowałem flirtować.
- Och, więc prowadzisz grupę podrywu i nie umiesz flirtować, tak? - Ellie założyła ręce na klatkę piersiową.
- Tak. - przytaknął stanowczo.
- Świetnie. - mruknęła, a potem podeszła do chłopaka i powiedziała: - Liam, jesteś cudownym chłopakiem, ale... dlaczego ze mną flirtowałeś? Z kim się założyłeś?
- Co? Z nikim! Za kogo ty mnie masz? - oburzył się. - Ja chciałem z tobą flirtować. Sam z siebie.
- Serio? - El lekko się zdziwiła. - Sam z siebie? Ej, ale ty tak na serio?
- Tak na serio. - Liam przewrócił oczami. - Ale widzę, że chyba nic z tego, co?
- Liam, skarbie, zdradziłeś mnie. - przypomniała mu dziewczyna.
- To było raz! W dodatku po pijaku! - krzyknął. - Nie możesz odpuścić? - jęknął.
- Przykro mi. - El poklepała go po ramieniu. - To jak? Chcesz coś zjeść?
- Nie, dzięki. - mruknął chłopak i wyszedł z jej mieszkania trzaskając drzwiami. Ellie westchnęła ciężko. Liam to wrażliwy facet, ale nie mogła mu ot tak wybaczyć zdrady...
*
Mieszkanie z Jackiem zaczęło Alison doprowadzać do szału, a co najważniejsze była uziemiona i nie mogła nawet wyjść z domu. Chłopak przesiadywał tam cały dzień, w dodatku okropnie narzekał! Przy kolacji, przy śniadaniu, nawet pod prysznicem Alison slyszała jak narzeka na to jaki jest beznadziejny. Doprowadzało ją to do szału.
- Jack, możemy porozmawiać? - zapytała, gdy oglądał film.
- O tym jaki jestem beznadziejny? - jęknął.
- Tak właśnie o tym. - potwierdziła kiwając głową.
- O boże! A jednak jestem beznadziejny! - krzyknął i schował twarz w poduszce. - Matka zawsze mi to powtarzała, ale nie chciałem w to wierzyć, dopiero ty musiałaś mi to uświadomić. Dzięki, Alison.
- Taa, spoko. - mruknęła i wyszła z salonu. On był nie do wytrzymania!
*
Tymczasem Bradley i Louis znaleźli się w dziale z bielizną, a B po dogłębnej obserwacji nadal nie mógł stwierdzić czy jest gejem czy też nie. Tracił nadzieje czy uda mu się to udowodnić kiedykolwiek, kiedy wpadł na pewien pomysł.
- Już wiem! - wykrzyknął.
- No co jest? - spytał Lou oglądając damską bieliznę.
- Co ty robisz? - zmarszczył brwi.
- Te stringi są świetne. - powiedział Louis kiwając głową. - Myślisz, że wyglądałbym w nich dobrze?
- Myślę, że przydałaby ci się odrobina męskości. - stwierdził chłopak. - W każdym razie, przechodząc do mojego planu udowodnienia, że mam rację, musisz zrobić ostatnią rzecz!
- Jaką? - jęknął Lou.
- Pocałujesz tamtą dziewczynę! - mówiąc to wskazał palcem na drobną i ładną blondynkę. - A po wszystkim spytasz jej czy nie ma ochoty mnie przelecieć.
- Co? Nie zrobię tego!
- Ale jesteś. Wszystko muszę robić za ciebie. Okej, sam ją zapytam czy nie ma ochoty mnie przeleciec. - Bradley przewrócił oczami.
- Nie, miałem na myśli, że jej nie pocałuje!
- Ha! Bo jesteś gejem! - wykrzyknął B i zaczął podskakiwać. - Miałem rację!
Louis zmrużył oczy jak kot.
- Dobra, zrobię to. - powiedział i zaczął iść w stronę dziewczyny. Bał się, ze dostanie w twarz, ale nie mógł pozwolić, aby Bradley go wyśmiewał. - Cześć. Jestem Louis.
- Hej, jestem Ciara. - odpowiedziała podając mu dłoń.
- Jak się masz? - zapytał, cały czas myśląc o tym co musi zrobić. Odwrócił się w stronę Bradley'a, który pokazywał mu kciuk w górę.
- Super, a ty?
- Też. Słuchaj, nie znienawidź mnie za to, ale... - nie dokończył, ponieważ w tym momencie ją pocałował. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek, a B patrzył na to z rosnącym uczuciem paniki! Nie podejrzewał, że Louis się na to odważy, a co gorsza, że dziewczyna będzie chętna!
- Nie źle całujesz. - skwitowała po czym od niego odeszla, a Lou podszedł do Bradley'a z szerokim uśmiechem.
- I co? Panie "jesteś gejem"? - zapytał rozbawionym tonem.
- Pocałunek się nie liczy. - odpowiedział obrażony.
- Owszem, liczy się. Jak sam powiedziałeś. - stwierdził chłopak. - Mówiłem ci, że jestem 100 % hete... - przerwał, ponieważ przeszkodził mu Bradley, który przycisnął swoje usta do jego. Louis otworzył szeroko oczy, nie wiedział jak się zachować, więc nie zrobił nic. Po wszystkim B spojrzał na niego zwycięsko.
- I co? Poczułeś co? Cokolwiek? No proszę cię, musiałeś coś poczuć. Moje usta są genialne w całowaniu. - powiedział Bradley.
- Poczułem twój obślizły język. Serio, poćwicz trochę. - odparł Lou, a B zmarszczył brwi.
- Serio jesteś hetero. Wow. Stary. - poklepał go po ramieniu i odszedł, a Louis westchnął. Taa, zawsze był świetny w kłamstwie...
*
Liam siedział przy barze załamany. Ellie go odrzuciła! Odrzuciła! To był jasny znak, ze już nigdy nie będą razem. Przez jeden malutki błąd! Ech, musi zawsze wszystko spieprzyć. W tym momencie podeszła do niego Chloe. Miała wyśmienity humor. Czuła, że tej nocy może wszystko.
- Hej Li, co tam? - zapytała dosiadając się do niego.
- Fatalnie. - odpowiedział.
- U mnie za to fantastycznie. - pochwaliła się.
- Dobre i to. - powiedział ponuro. - Idź do kogoś innego. Zepsujesz sobie humor tylko przeze mnie.
- Dziś nic nie jest w stanie zepsuć mi humoru. - powiedziała dziewczyna. - No już, mów co jest grane.
- Ellie mnie odrzuciła. - jęknął.
- Zrobiła to rok temu, kiedy ją zdradziłeś. - przypomniała mu.
- Tak, ale dzisiaj znów próbowałem, wiesz... flirtować z nią i nie wyszło. - odpowiedział wlewając w siebie kolejną whiskey.
- Cóż, może jakoś poprawie ci humor?
- Niby jak? - spytał chłopak marszcząc brwi.
*Godzinę później*
- O nie! Znowu! - krzyknęła Chloe budząc się w łóżku obok Liama.
*
- Dzisiaj wyjątkowo przeprowadzamy sesje w domu Jacka z powodu Alison, która jest tutaj uziemiona. - powiedziała Ellie. - Kto chce zacząć? - spojrzała na zebranych. - Alison, może ty?
- Okej super. - powiedziała uśmiechając się sztucznie. - Więc moim problemem jest Jack. - mówiąc to wskazała na niego palcem. - Cały czas narzeka na to jaki jest beznadziejny! - poskarżyła się.
- Bo jest beznadziejny, to narzeka. - odezwał się Niall wzruszając ramionami. - W czym problem?
- Niall. - upomniała go Ellie.
- Broniłem Jacka. - powiedział blondyn.
- Taak, w bardzo widoczny sposób. - odpowiedziała terapeutka. - Alison, może powinnaś w takich wypadkach go pocieszyć?
- Jego się nie da pocieszyć! To beznadziejny przypadek!
- Tak, wiem jestem beznadziejny. - powiedział Jack spuszczając głowę. - Nie musisz tego mówić wszystkim. - po tych słowach zszedł z fotela i poszedł do innego pokoju.
- Auć. - powiedział Louis patrząc za odchodzącym chłopakiem.
- Nie musicie nic mówić, przeproszę go. - Alison zeszła z fotela i poszła za Jackiem. Tymczasem Ellie spojrzała na pozostałych.
- Ktoś jeszcze chce zabrać głos? - spytała.
- Tak, ja. - Bradley podniósł rękę.
- Jeśli kolejny raz zaczniesz narzekać, że moja siostra nie chce cie przelecieć to przysięgam, ze zacznę krzyczec. - powidziała dziewczyna.
- Aktualnie staram się żyć bez seksu. - odpowiedział chłopak.
- Wczoraj chciałeś przelecieć blondynkę w dziale z bielizną. - przypomniał mu Louis.
- Oficjalnie staram się żyć bez seksu. - sprostował Bradley. - Nie oficjalnie już nie. - mówiąc to puścił oczko do zgromadzonych. - A więc moim problemem jest fakt, że straciłem swój gay radar.
- Och, to... straszne. - powiedziała Ellie. - A co się konkretnie wydarzyło?
- Przeleciał chłopaka, który po seksie z nim został hetero. - Niall zachichotał. - Dobra, wiem, mam się zamknąć. Spoko.
- A więc chłopak, którego podejrzewałem o bycie gejem...
- Masz na myśli Louisa? - zapytał Horan.
- Nie. Inny chlopak, którego podejrzewałem o bycie gejem okazał się być hetero. - stwierdził. - I tu zaczyna się mój problem.
- Bo Louis jest hetero? - dopytywał nadal Niall.
- Tak. To znaczy nie! Nie chodzi mi o Louisa! - krzyknął chłopak.- Tylko o innego chłopaka... z którym mieszkam. - dodał.
- Wow, Louis jesteś hetero? - zapytała Ellie. - Jakie to uczucie? - gdy reszta spojrzała na nią zaskoczona, dodała: - to znaczy ja też jestem hetero, ale dotąd i ciebie i mnie pociągali mężczyźni, a teraz skoro postanowiłeś zmienić drużynę to...
- Zawsze pociągały mnie kobiety. - powiedział zniecierpliwionym tonem.
- Taa, spoko. Nic nie sugeruje. - odparła podnosząc ręce do góry w geście obronnym. - Możesz być kimkolwiek zechcesz.
- Dzięki. - westchnął.
*
Tymczasem Alison weszła do pokoju Jacka, który leżał na łóżku i pisał coś w zeszycie. Dziewczyna usiadła obok niego.
- Co piszesz?
- Że jestem beznadziejny. Jestem już przy setnym słowie. - odpowiedział.
- Taa, cóż, tak sądziłam, że będę tego żałowac. - mruknęła. - W każdym razie przepraszam, Jack. Jesteś wspaniałym chłopakiem, a ja tego nie widziałam. I zachowałes się cudownie dając mi tu mieszkać, a ja wyszłam na idiotkę. Przepraszam.
- Spoko. - chłopak westchnął. - Mam tylko jedną prośbę.
- Tak?
- Mogłabyś za mnie dokończyć to pisać? Strasznie rozbolała mnie ręka. - mówiąc to chłopak podał jej zeszyt, a Alison starała się nie myśleć o samobójstwie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz