piątek, 15 stycznia 2016

1x08

- Za co pijemy? - zapytała Ellie trzymając w ręku kieliszek z szampanem, reszta grupy również posłała Bradley'owi pytające spojrzenia, a on wziął głęboki oddech i wyznał:
- To już siedem dni. - powiedział z dumą. 
- Siedem dni...? - El nadal nie rozumiała. Wszyscy znajdowali się w jej salonie, Niall sprawdzał coś na telefonie, prze okazji popijając szampana, a reszta wyglądała na lekko zirytowanych zachowaniem Bradley'a, który wszystko odwlekał. 
- Bez seksu! - wykrzyknął, jakby to był wyczyn nie z tej ziemi. Ellie uniosła brwi. 
- Wow, Bradley. Gratuluje. Jestem z ciebie dumna. - powiedziała. 
- Może wyleczyłem się z seksocholizmu. - zaczął się zastanawiać. 
- Nie sądzę, ale miło, że myślisz pozytywnie. - odpowiedziała jego terapeutka. 
- A ja nie uprawiałem seksu od 14 roku życia. - odezwał się Jack, a reszta popatrzyła na niego raczej ze współczuciem niż dumą. - No co? To dopiero wyczyn. - powiedział widząc ich spojrzenia. 
- Jack, to smutne. - rzekł Niall chowając telefon do kieszeni. - Nie masz przez to myśli samobójczych? 
- Niall! - krzyknęła Ellie. - Jack, powinieneś być dumny. Czekasz na tę jedyną na pewno. 
- Właściwie to nie. Żadna mnie po prostu nie chce. - przyznał chłopak. 
- Okeeeeej. - kiwnęła głową dziewczyna. - Zajmiemy się twoim przypadkiem na innej sesji. Plus jeszcze raz gratuluje tobie Bradley. Louis na pewno jesteś szczęśliwy, że masz w nocy spokój, prawda? 
- No taaak. - kiwnął głową nieprzekonany. - Żeby jeszcze ciszej oglądał porno byłoby super. - dodał. 
- Nie można mieć wszystkiego, stary. - powiedział Bradley dotykając jego ramienia. 
- Zauważyłem. - odparł strącając jego dłoń. 
- Czy możemy w końcu zająć się moim problemem? - zapytał Niall. 
- Jasne, o co chodzi? - Ellie na niego spojrzała, a Horan wziął głęboki oddech. 
- Muszę pracować. - poskarżył się. 
- Taak, to rzeczywiście okropne. - mruknęła El. - A gdzie konkretnie? 
- W głupiej aptece. - odpowiedział zakładając ręce na klatkę piersiową. - Nie chcę tam pracować. Nie chcę pracować nigdzie. Dla mnie to strata czasu. 
- A co nie jest stratą czasu? - spytała Ellie.
- Jak to co? Wydawanie pieniędzy rodziców! - powiedział jakby to było oczywiste, a blondynka przewróciła oczami. - Wiem! - wykrzyknął. - Sam się nie mogę zwolnić, ale wy sprawicie, żeby to oni mnie wyrzucili. Co wy na to? Kto się pisze? 
- Niall, nie możesz namawiać grupy do czegoś takiego. - powiedziała Ellie. 
- Zapłacę wam. - rzekł Horan uśmiechając się szeroko, a wszyscy się zgłosili. Ellie kolejny raz wywróciła oczami. 
*
Oliv właśnie przeżyła swoje pierwsze rozczarowanie miłosne. Zerwał z nią chłopak, a ona nie wiedziała, gdzie ma się podziać. Pomyślała, że najlepszym sposobem na zapomnienie o starej miłości jest znalezienie sobie nowej, a chłopak, który stracił dla niej głowę siedzi w jej salonie. W dodatku jest gotowy, aby się z nią przespać. Teraz się zgodzi, a Bradley będzie zachwycony takim obrotem spraw. Więc kiedy zajęcia na grupy się skończyły, złapała go za ramię i pociągnęła w kąt pokoju. 
- Musimy porozmawiać. - powiedziała. 
- O mojej nieskazitelnej cerze? Jeśli tak, to zawsze mam czas na takie pogadanki. - odpowiedział z szerokim uśmiechem. 
- Możesz przestać? Właśnie rzucił mnie chłopak. Czuje pustkę. - poskarżyła się. - Potrzebuje kogoś kto mnie pocieszy. 
- Mogę zawołać Nialla, na pewno jest tutaj gdzieś. - Bradley rozejrzał się po pomieszczeniu. 
- Nie chodzi mi o Nialla, bałwanie. - wywróciła oczami. - Jestem gotowa. 
- Gotowa na co? - spytał. 
- Na ciebie. - wskazała na niego palcem. - A właściwie na seks z tobą. To co? Idziemy na górę? Drugi raz nie będę się tak przed tobą płaszczyć. 
Bradley roześmiał się. 
- Nie ma mowy. - powiedział, zatrzymując tym samym Oliv, która już szła po schodach. 
- Co? 
- Nie ma mowy. - powtórzył. 
- Rozumiesz słowa, które wypowiadasz? - zmarszczyła brwi. - Bo właśnie odmówiłeś komuś seksu. 
- Jak widać robię postępy. - uśmiechnął się. 
- Nie podobam ci się? 
- Podobasz, ale mam już kogoś innego na oku. - powiedział. 
- Kogoś innego, czyli...?
- Nie mogę zdradzić. - odparł. 
- Nie wiesz co tracisz. - rzuciła wbiegając po schodach na górę. Była załamana. Nikt nigdy jej jeszcze nie odmówił. 
*
Tymczasem na grupie podrywu, Chloe postanowiła wcielić w życie swój najnowszy plan. Postanowiła poderwać Ethana, aby wzbudzić zazdrość w Liamie. Więc, gdy zajęcia się zaczęły, dziewczyna usiadła obok chłopaka. 

- Hej. - pomachała mu z szerokim uśmiechem. Ethan zmarszczył brwi patrząc na nią, a zaraz potem odwrócił się, aby spojrzeć czy ktoś za nim nie stoi. 
- Mówisz do mnie? - wskazał na siebie palcem. 
- A do kogo innego? - odpowiedziała. - Masz ładne oczy. - spojrzała w nie. 
- Ja? - ponownie wskazał na siebie palcem. Chloe wywróciła oczami. 
- Oczywiście, że ty! Więcej pewności siebie, a zdobędziesz każdą dziewczynę, nawet mnie. - powiedziała i popatrzyła na Liama, który właśnie zawiązywał buta. Postanowiła podnieść ton. - Jesteś bardzo przystojny, Ethanie! 
W tym momencie Liam na nich spojrzał, a Chloe uśmiechnęła się pod nosem. 
- Nie zapytam ponownie czy ja, ale to dziwne, co teraz mówisz. Jesteś chora? - spytał. 
- Raczej zauroczona. - powiedziała, kolejny raz zerkając na Liama. 
- We mnie? Haaaa, jasne. - mruknął, a wtedy dziewczyna złapała go za kolano. Ethan otworzył szeroko oczy, zastanawiając się czy to się dzieje naprawdę, czy to tylko wytwór jego wyobraźni. Ale kiedy zobaczył, że dziewczyna zerka na Payna zrozumiał. Zrozumiał, że to on jej się podoba. Spuścił więc głowę zawiedziony i wstał z siedzenia. 
- Nie podobam ci się? - zdziwiła się. 
- Podobasz. - kiwnął głową. - Problem w tym, że to nie ja jestem facetem z którym chciałabyś być. - mówiąc to wskazał ruchem głowy na Liama i wyszedł z pomieszczenia. 
A Chloe zaczęła myśleć nad tym jaką jest idiotką. 
*
Tymczasem Niall sprzedawał leki w aptece. Był wściekły, że musi tu pracować i nienawidził za to rodziców, ale miał nadzieje, że jego kumple z grupy terapeutycznej to zmienią. Pierwszą klientką została Alison. Patrzyła na różne testy ciążowe i zastanawiała się który wybrać. 
- Przepraszam czy mógłby mi pan polecić test? - zapytała. 
- Słucham? - zapytał opryskliwym tonem. - Co za różnica, który pani wybierze? I tak nie wymaże pani dziecka z brzucha. - mruknął. 
- Ale tu są różne rodzaje... - zaczęła dziewczyna udając niepewną. 
- Czałoby się nie puszczać. Nie musiałaby pani robić testu! - krzyknął na cały sklep, tak aby kierownik to usłyszał. Tymczasem cisza. Nikt do nich nie podszedł. Tylko jeden klient zwrócił na nich uwagę. Jakaś starsza kobieta. 
- Ugh, też nie lubię puszczalskich lasek. - powiedziała zdegustowana. - Sprzedawca ma racje. Gdyby pani się nie puszczała, nie byłoby problemu. 
Alison nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. 
- Pani tak poważnie? - zapytała. - Ten oto pan, zachowuje się jak skończony gbur. Gdzie jest kierownik? 
- Jego pani też ma zamiar przelecieć? - spytała kobieta, a wściekła Alison wyszła z pomieszczenia trzaskając drzwiami. 
- Nie ma sprawy. - kobieta mrugnęła do Nialla. 
- Nieee. Wszystko pani zniszczyła. - jęknął chłopak. - Wynocha. - wskazał na drzwi. 
- Co?! - krzyknęła ciemnowłosa kobieta. 
- To co pani słyszała. Wynocha z mojej apteki. - powiedział Niall. 
- Czy jest jakiś problem? - zapytał kierownik podchodząc. 
- Tak, ten oto człowiek wygania mnie z apteki. - poskarżyła się. - Proszę go zwolnić. 
Wtedy Niallowi oczy się rozpromieniły. 
- Właśnie! Proszę mnie zwolnić. 
- A dlaczego ją pan wyrzuca? - zapytał kierownik. 
- Takie tam błahe sprawy. - machnął ręką. - Wyzywała inną klientkę od puszczalskich i tak jakby zasugerowała, że pan również się puszcza. Nic wielkiego. Proszę mnie zwolnić. - powiedział Niall. 
- Ja się puszczam?! - oburzył się kierownik. - Jestem za tym, aby panią wyrzucić. - powiedział wskazując kobiecie na drzwi, a ona wyszła pokazując im środkowy palec. - Bardzo dobrze pan zareagował. Daje panu podwyżkę. - poklepał go po ramieniu, a Niall schował twarz w dłoniach przeklinając pod nosem. 
*
Oliv wracała ze szkoły, rozmawiając z koleżanką, gdy zobaczyła Bradley'a z jakąś staruszką! Poczuła wzrastającą w niej złość. Pomyślała, że to jest osoba, którą Bradley ma na oku. W końcu jest uniwersalny i to nie ma dla niego znaczenia w kim się zakocha czy z kim się prześpi. Nie mogła uwierzyć, że przegrała z jakąś starą krową, podczas gdy ona jest młoda i piękna. Więc gdy chłopak od niej odszedł, dziewczyna zostawiła przyjaciółkę samą i pewnym krokiem podeszła do staruszki. 

- Odwal się od niego. - powiedziala lekko ją popychając. 
- Słucham? - kobieta nic z tego nie rozumiała. 
- Pani nie ma wstydu? On ma 19 lat, a pani jakieś 115! - krzyknęła. 
- Wypraszam sobie, w tym roku kończę dopiero 88. - odpowiedziała. 
- I tak jest pani stara. - powiedziała. - I jest duże prawdopodobieństwo, że padnie pani na zawał przy seksie, więc proponuje uprawiać go jak najmniej. 
- O co ci chodzi, dziecino? - zapytała. - Nie umawiam się z żadnym 19- nastolatkiem. 
- Jasne. - parsknęła. - Zapomniała pani o Bradley'u bo ma tylu kochanków? 
- Zachowujesz się jak wariatka, idę stąd. - powiedziała odchodząc od niej. 
- Tak jasne! Idź sobie! Bo niby nie podrywasz każdego młodego chłopaka i jesteś taką świętą starszą panią! A pewnie pod łóżkiem masz stos seks zabawek! - krzyczała za nią. 
- Chodzi ci o tego młodego chłopaka? - staruszka nagle się zatrzymała. - Pomógł mi z zakupami. Nie znam go. Krążą tylko plotki, że jest uzależniony od seksu. 
- A pani to wykorzystuje. - powiedziała. 
- Nigdy bym nikogo nie wykorzystała. Oczywiście mój sąsiad z dołu się nie liczy, ale w sumie, która by go nie wykorzystała. - rozmarzyła się, a zaraz potem potrząsnęła głową. - A ty naucz się szacunku do starszych, młoda damo. - powiedziała kobieta i odeszła od niej, a Oliv zaczęła się zastanawiać z kim jak nie z nią umawia się Bradley?
*
Niall nadal nie ustawał w swojej misji. Musiał zostać zwolnionym z tej pracy, a zrobi to z czyjąś pomocą lub bez niej. Kolejnym klientem został Harry. Podszedł do lady i powiedział:
- Chciałbym tu kupić zioło. 
- Nie sprzedajemy zioła. - odparł blondyn. 
- Ale zioło to wyrób medyczny, a tu jest apteka, prawda? 
- Zioło to nie wyrób medyczny. - Niall zmarszczył brwi, patrząc na niego jak na idiotę. 
- Cicho, gram. - rzekł Harry. 
- Wiem, ale i tak robisz z siebie idiotę w tym wypadku. 
- Już? Mogę wracać do roli? - spytał chłopak zirytowanym tonem. 
- No nie wiem. Chyba, że nadal będziesz się ze mną kłócił o zioło. Może jeszcze powiesz mi, że kokainę robi się z mąki? - zakpił. 
- Okej, chciałem ci pomóc, ale teraz mnie obrażasz i moją wiedzę o narkotykach. - powiedział Harry i odwrócił się by wyjść z apteki.
- Co jest? - zapytał kierownik, kolejny raz podchodząc do nich. 
- Ten głupi blondyn kwestionuje moją wiedzę o narkotykach. - rzekł Styles. 
- Przepraszam jaki?! - krzyknął Niall. 
- Po co panu narkotyki? - spytał kierownik.
- Do zjedzenia. - powiedział z ironią. - Chyba logiczne, że do wciągania, jarania ewentualnie wstrzykiwania, chociaż można zjeść narkotyki np. ekstazy. Widzi pan? Mam od tego wypucowanego blondynka większą wiedzę. - pochwalił się Harry.
- Zaraz zadzwonię na policję i doniosę, że bierze pan nielegalne substancje. - powiedział kierownik. 
- Dobra, już zmykam. - mówiąc to uniósł obie ręce do góry i wyszedł z apteki, a Niall kolejny raz byl zawiedziony. 
 - Wspaniale sobie radzisz Niall. - pochwalił go kierownik. - Pomyślę nad awansem. 
Na co Horan jęknął z rozpaczą. 
*
 Oliv wróciła do domu. Musiała poskarżyć się Ellie na temat tego, co zrobił jej Bradley. Wbiegając do salonu trzasnęła mocno drzwiami, jej siostra spojrzała na nią z nad telewizora. 
- Co jest, skarbie? 
- Nie uwierzysz, co ten gnój mi zrobił! - krzyknęła Oliv.
- Masz na myśli Bradley'a? - spytała przełykając głośno ślinę. Nie uprawiał tydzień seksu, był napalony. Bóg wie do czego się posunął. 
- Tak. - potwierdziła. 
- Boże święty, co on ci zrobił?! -  Ellie wstała aż z kanapy. - Albo nie mów, nie chcę nic wiedzieć! - krzyknęła zatykając uszy.
- Daj spokój. Nie zgwałcił mnie. - powiedziała. - Zrobił mi coś gorszego.
- Co może być gorszego od gwałtu? - El zmarszczyła brwi. - O boże! Kazał ci oglądać pewne filmiki? Skarbie, przyznaj się. Rozprawię się z nim.
- Nie! - wzdrygnęła się. - Odmówił mi seksu.
- Co? - Ellie nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Jej młodsza siostra i seks? To niedorzeczne! 
- Też jestem w szoku. - mruknęła. 
- Nie nad tym się dziwię. Jestem zaskoczona, że chciałaś pierwszy raz przeżyć akurat z nim. - Ellie usiadła z powrotem na kanapie. 
- Jak widać, jestem zdesperowana. - odpowiedziała. - Bradley uważa, że ma kogoś na oku. Ciekawa jestem tylko kogo. 
- Coż... to by miało sens. - odezwała się El zastanawiając się nad czymś. 
- Co by miało sens? Błagam, mów wszystko co wiesz! - krzyknęła Oliv. 
- Bradley chwalił się, że tydzień nie uprawiał seksu. 
- O boże! Jezu święty! Nie! Nie! Nie! - darła się jak opętana. Była przerażona. To mogło oznaczać tylko jedno. Zakochał się. 
*
 Niall podjął ostatnią próbę. Tym razem do apteki miał przyjść Louis i udawać chłopaka, który potrzebuje tabletek antykoncepcyjnych, ponieważ dziś czuje się kobietą i obawia się, że może zajść w ciąże. To musi się udać, a jeżeli nie to Niall miał jeszcze jedną opcję: samobójstwo. 
- Chciałbym kupić tabletki antykoncepcyjne. - powiedział Lou. 
- Od kiedy facet kupuje tabletki antykoncepcyjne? - zapytał. Próbował wcielić się w swoją rolę najlepiej jak potrafi. 
- Od kiedy postanowiłem być kobietą. Być może jutro znowu będę mężczyzną. - odpowiedział. 
- Że co? - spytał, udając, że nie ma pojęcia o czym do niego mówi chłopak. 
- Mogę zajść w ciąże, jeżeli się nie zabezpieczę. - odparł. 
- Jestem chłopakiem, nie możesz zajść w ciążę! - powiedział podnosząc ton. - To fizycznie niemożliwe! Chyba, że jesteś gender, ale cała ta ideologia jest popieprzona. Zresztą ty też jesteś popieprzony. 
- Hej! Nie obrażaj mnie! - Louis tupnął nogą, udając wściekłego. - Naprawdę czuje się dziś kobietą. Jak mam uprawiać seks z moją dziewczyną? 
Niall już miał powiedzieć "ty nie masz dziewczyny, pedałku", ale się w porę ugryzł w język. 
- Twoja dziewczyna też należy do gender? - zdziwił się. 
- Owszem. Ona dzisiaj jest mężczyzną. - powiedział z uśmiechem. - Więc może mnie zapłodnić. 
- To chore. - przyznał kiwając głową. - Ty jesteś chory! Lecz się! I wynocha z mojego sklepu! - krzyknął, ale kierownik nie zwracał na nich uwagi. - Wynoś się geju! - wrzeszczal, ale kierownik nadal nie reagował. - Wynocha pucowany lalusiu! - nadal nic. Zrezygnowany westchnął, a wtedy Louis podszedł do mężczyzny i powiedział urażonym tonem:
- Wasz sprzedawca nie chce mnie obsłużyć. 
- Najwyraźniej ma powód. W ciągu tego dnia odwiedziło nas tylu dziwnych ludzi, że nie dziwię mu się. Nerwy najwyraźniej mu puściły. - przyznał. 
- Nie chce mi sprzedać tabletek antykoncepcyjnych, bo jestem gender. 
- Słucham?! - wykrzyknął kierownik, a zaraz potem podszedł do Nialla. - To prawda, że nie chciałeś sprzedać temu oto panu, przepraszam, pani tabletek ponieważ jest gender? 
- Tak to prawda. - odpowiedział pewnym siebie tonem zakładając ręce na klatkę piersiową. 
- Zwalniam cię! - krzyknął kierownik. - Sam należę do gender i to mnie obraża. Spokojnie chłopcze, to znaczy dziewczynko, wszystko będzie dobrze. - dodał klepiąc Louisa po plecach, a on otworzył szeroko oczy i pokiwał niepewnie głową. Tymczasem Niall z uśmiechem na ustach opuścił aptekę. 
*
Chloe zrobiło się głupio, że tak potraktowała Ethana, dlatego zaprosiła go na drinka. Pomyślała, że w ten sposób chłopak jej wybaczy, a ona uśpi wyrzuty sumienia. Tak więc siedzieli właśnie w barze i popijali wódkę z dżinem. 
- Dzięki, że mnie tu zaprosiłaś. - powiedział Ethan. 
- Nie ma sprawy. - machnęła niedbale ręką. - Jestem tak wstawiona, że nawet nie jest mi głupio, że przyszłam tu z kimś takim jak ty. - roześmiała się. 
- Taa, to miłe. - mruknął. 
- Daj spokój. - Chloe poklepała go po ramieniu. - Nigdy przenigdy bym się z tobą nie przespała. Naprawdę. - dodała rozbawionym tonem. - Nigdy przenigdy. Nie ma nawet takiej opcji. - mówiąc to wypiła kolejnego drinka. 
*parę godzin później*
- Cholera. - mruknęła Chloe budząc się obok Ethana w łóżku. 
- I nawet mnie nie obchodzi czy byłem dobry. - powiedział chłopak. - Ważne, że zaliczyłem taką super laskę. 
- Dobra, cofam to. Nigdy przenigdy nie prześpię się z tobą drugi raz. 
- To kwestia czasu, babe. - odpowiedział Ethan puszczając jej oczko. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz